PUSTOSZEJĄ SALE KINOWE Taco Hemingway
Tekst piosenki
-
[1] Tekst piosenki
Ej
Nie chcesz mnie, pewnie właśnie siedzisz z narzeczonym
Grzeczny chłopiec nosi szalik oraz kalesony
Dba o zdrowie (oh), przechodzi tylko na zielonym
Jak byłaś chora, pewnie skurwiel przyniósł barszcz czerwony
Ty rozchwytywana, niby w mlecznym barze mielony
Chciał każdy Cię zdobyć, kończyli płacząc w kielony
W Warszawie każdy zna się, ale każdy anonimowy
Umiem kochać na zabój, ale to talent niezdrowy
Stałbym pod Twymi drzwiami, daj mi szansę rozmowy
Chciałbym w domofon walić Ci, jak świadek Jehowy
Serce pełne odesłanych kartek walentynkowych
Nawet latarnie kłamią, nienawidzę świateł LED-owych
Mam dosyć fałszu (oh), wokół panny manekinowe
Smukłe figury, ale dawno odebrano im mowę
Miłość umiera (ta), nie jest to bynajmniej chwilowe
Milczą parkiety stale, pustoszeją sale kinowe
Bo w nich już nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
Naprawdę nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Myślałem, że mam to w—, zazdrością kipię
Bo już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
On jest jak październik, ty jak lipiec
On jest tylko trzykropkiem, a ty wykrzyknikiem
Niezwykły to widok
Hol reprezentacyjnego kina stolicy pusty
Nie ma ścisku, nie ma kolejek
Oh, ludzi w moim mieście marazm śmierciodajny obiegł
Faceci narzekają mi, że nie ma fajnych kobiet
Kobiety mnie pytają: "Gdzie są Ci fajni faceci?"
Tak debatują (oh), aż nie umrze sam jak palec człowiek
W tej izolatce wyzionę swój ostatni oddech
Odbicie w oknie (oh), oczy planują jakiś odwet
Gadam sam ze sobą, patrząc, jak me miasto moknie
Warszawski portret, kałuże w nim jak znaki wodne
Ze dwa kryzysy jeszcze, zanim sobie kawę zrobię
I w tym tygodniu (oh) załamałem się (oh) już parokrotnie
A mamy wtorek, chciałbym skoczyć w paralotnię
Wystraszyć w mieście wszystkie zakochane pary w oknie
On kary dotknie jak uczeń, co ma słabe stopnie
Co to za chłop jest? W '25 ciasne spodnie?
No ale spoks, w 2-14 wyglądałeś modnie
Idę jej szukać, zanim mnie samotność całkiem połknie
I już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
Naprawdę nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Myślałem, że mam to w—, zazdrością kipię
Bo już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
On jest jak październik, ty jak lipiec
Idę snuć się po Warszawie z moim notatnikiem
Nie chcesz mnie, pewnie właśnie siedzisz z narzeczonym
Grzeczny chłopiec nosi szalik oraz kalesony
Dba o zdrowie (oh), przechodzi tylko na zielonym
Jak byłaś chora, pewnie skurwiel przyniósł barszcz czerwony
Ty rozchwytywana, niby w mlecznym barze mielony
Chciał każdy Cię zdobyć, kończyli płacząc w kielony
W Warszawie każdy zna się, ale każdy anonimowy
Umiem kochać na zabój, ale to talent niezdrowy
Stałbym pod Twymi drzwiami, daj mi szansę rozmowy
Chciałbym w domofon walić Ci, jak świadek Jehowy
Serce pełne odesłanych kartek walentynkowych
Nawet latarnie kłamią, nienawidzę świateł LED-owych
Mam dosyć fałszu (oh), wokół panny manekinowe
Smukłe figury, ale dawno odebrano im mowę
Miłość umiera (ta), nie jest to bynajmniej chwilowe
Milczą parkiety stale, pustoszeją sale kinowe
Bo w nich już nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
Naprawdę nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Myślałem, że mam to w—, zazdrością kipię
Bo już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
On jest jak październik, ty jak lipiec
On jest tylko trzykropkiem, a ty wykrzyknikiem
Niezwykły to widok
Hol reprezentacyjnego kina stolicy pusty
Nie ma ścisku, nie ma kolejek
Oh, ludzi w moim mieście marazm śmierciodajny obiegł
Faceci narzekają mi, że nie ma fajnych kobiet
Kobiety mnie pytają: "Gdzie są Ci fajni faceci?"
Tak debatują (oh), aż nie umrze sam jak palec człowiek
W tej izolatce wyzionę swój ostatni oddech
Odbicie w oknie (oh), oczy planują jakiś odwet
Gadam sam ze sobą, patrząc, jak me miasto moknie
Warszawski portret, kałuże w nim jak znaki wodne
Ze dwa kryzysy jeszcze, zanim sobie kawę zrobię
I w tym tygodniu (oh) załamałem się (oh) już parokrotnie
A mamy wtorek, chciałbym skoczyć w paralotnię
Wystraszyć w mieście wszystkie zakochane pary w oknie
On kary dotknie jak uczeń, co ma słabe stopnie
Co to za chłop jest? W '25 ciasne spodnie?
No ale spoks, w 2-14 wyglądałeś modnie
Idę jej szukać, zanim mnie samotność całkiem połknie
I już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
Naprawdę nie ma nas (nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas)
Myślałem, że mam to w—, zazdrością kipię
Bo już nie będzie nas (nie będzie nas, nie będzie nas, nie będzie nas)
Widziałem was na IG, zupełnie migiem
On jest jak październik, ty jak lipiec
Idę snuć się po Warszawie z moim notatnikiem
Najpopularniejsze piosenki Taco Hemingway
- 11 Głupi byt
- 12 (przerywnik)
- 13 +4822
- 14 Karimata (Mute)
- 15 6 Zer
- 16 BXL
- 17 Chodź
- 18 Grubo-chude psy
- 19 Białkoholicy
- 20 Nadzy Na Mróz (BraKe Blend)



