Pani z Shalott Wojciech Dudziński

Tekst piosenki

  • [1] Tekst piosenki
Gdzie rzeki nurt nizinę tnie,
Gdzie łany zboża w rannej mgle
Do nieba dążą, srebrząc się,
Gościniec zbiega w dół i mknie
Ku wieżom miasta Camelot.

A kiedy blady wstanie świt
Wędrowcom zda się, że to zwid:
Na falach rzeki zamku szczyt -
To wyspa jest Shalott.

Tam łanem rośnie lilii kwiat,
Odwieczne fale goni wiatr,
Na fali biały łodzi ślad,
Lub barek, co przez rzeczny trakt
Zdążają w dół, do Camelot.

I tylko czasem pośród drzew
Zamiera cichy wiatru wiew
I słyszą ludzie słodki śpiew –
To pani na Shalott.

Od lat na wieży swojej trwa,
Tkaninę cienką pilnie tka,
Kolorów sto w jej dłoniach gra,
Nie patrzy w okna gdzie światło dnia
I widok miasta Camelot.

Przestrzegał ją tajemny głos
Że jeśli spojrzy chociaż raz
Potężnej klątwy spadnie cios
I zginie pani na Shalott.

Więc tylko lustra jasne szkło
Obrazów jej pokaże sto
Gdy zechce widzieć wszystkich co
Cienistym traktem w dzień i w noc
Zdążają tam do Camelot.

Brzuchaty opat, wiejski gbur,
Żebrak wyschnięty niby wiór
I panien barwnych długi sznur
Nie spojrzą nawet na Shalott.

Pewnego ranka gdy księżyc zbladł
I brzask rumieńcem zdobił świat
Do okna jej jak promyk wpadł
Odbity w zbroi słońca ślad –
To rycerz gnał do Camelot.

Jak mleko biały jego koń,
Na złotym mieczu pewna dłoń,
Błękitne oczy jak morza toń
To on, sir Lancelot!

Rzuciła pani płótno w kąt,
Wrzeciono jej wypadło z rąk,
Słoneczny blask poraził ją,
Ujrzała jeźdźca pośród łąk,
Spojrzała w dół, na Camelot.

Zerwana nić jak cienki włos,
Zwierciadło pęka w drobin stos,
Klątwa nade mną – krzyczy w głos
Pani na Shalott.

Burzliwą noc dał potem Bóg;
Na czarnym niebie czarny kruk,
Nie straszny pani gromów huk,
Opuszcza swego zamku próg,

I patrzy wciąż na Camelot.
Nad rzeki schodzi stromy brzeg,
Znajduje łódź w wilgotnej mgle,
Na burcie pisze imię swe –
„Pani na Shalott”.

Zaszumiał traw nadrzecznych chór,
Przeleciał ptak z poszumem piór,
Plusnęła woda wokół burt,
Już niesie panią bystry nurt,
Tam w dół, gdzie miasto Camelot.

Schyliły się konary drzew
I coraz ciszej brzmiał jej śpiew
Aż w końcu śmierci chłodny wiew
Otulił panią na Shalott.

A kiedy miasto zbudził świt,
Rycerz i dama, i kto żyw
Nad cichą rzekę wszyscy szli;
Kim była, tego nie wie nikt
W szlachetnym mieście Camelot.

Lancelot w zamyśleniu stał
I rzecze: „Bóg ją w łaskach miał,
Urodę wielką i wdzięk jej dał,
Pani na Shalott...


Zaloguj się aby zobaczyć całe opracowanie

Zaloguj się
Oceń to opracowanie
anonim