Stół Mordechaja Gebirtiga Przemysław Gintrowski
Tekst piosenki i chwyty na gitarę
-
[1] Chwyty na gitarę1 ulubiony
Od rana padał smutek. Jakbym już zrozumiała wreszcie,
że ci, co umarli, umarli naprawdę.
Wtedy w drzwiach stanął wysoki głos, fujarki
poznałam po wielkich uszach, po oczach wilgotnych i wesołych ustach.
Tak wyglądają biblijni aniołowie
Przebrani za biednych, przedwojennych stolarzy
O których powiada Izajasz: będzie wam pieśń jako noc święta
i wesele serdeczne.
Który idzie z piszczałką
Który idzie z piszczałką
Pani się smuci –
powiedział Mardechaj Gebirtig –
a przecież świat jest boży...
Ja pani zrobię taki kredens,
co w nim zawsze będzie pełno rodzynek.
Po co?
Ja pani zrobię krzesło, że usiedzi na nim największy niepokój,
Ale najlepiej to ja zrobię stół,
taki stół, co sam pisze wiersze,
a jak zechce - może zaśpiewa.
Miałem dom, ciepłą przestrzeń, trochę dobytku, jak u biednych ludzi.
Mocno, jak korzeniami drzewa, wrosłem w tę ukochaną biedę.
I zaraz pełno się zrobiło w domu Mardechaja Gebirtiga
I jego wiórów jak kędziory wnuka,
zaśpiewało drewnem prosto z lasu.
Oj, dlaczego wszędzie za nim biegną dzieci?
Był tu stolarz Gebirtig.
Jeszcze na podwórzu stoi śpiew.
Ja zaśpiewam po żydowsku,
Może sosna polska wytłumaczy.
Już rok: wojny, nieszczęść, udręki,
jak przeżyć?
jak przetrzymać?
Modlitwa nie dociera do namiotu Boga,
niebo zamknięte jak serce świata.
Pani się modli, ja nauczę się modlić za umarłych
Panie Boże nasz,
bądź pochwalony
za światło drogich oczu,
zawsze wiekuiste.
Za jabłko okrągłe,
za deszcz na szybie.
Za jedzenie, za wino i chleb.
Za wesołość przy stole.
Za powagę dziecka
Za ciepło ciała.
Za pracę i za zmęczenie.
Za szybki sen.
Bądź pochwalony
za ziemię
do chodzenia.
Czy są jeszcze na świecie wiosny?
Czy pola są obsiane?
Czy cały świat jest jednym wielkim gettem
otoczonym murami?
Ja zaśpiewam radość wiary i rozpacz i to,
czego z żywych nikt nie powie.
Pani wie,
ja też myślałem, że umarłem.
Strach, czy to już?
Skrzypnięcie drzwi.
Głodna mysz,
trwoga, to oni.
Ciało zamiera.
Na dworze szeleści papierami wiatr.
Pora pożegnać się bez słów.
Pani płacze, taka łza daremna.
Niech to będzie na moją Szifrełe.
Pani siądzie nad stołem, popłacze,
ja myślałem, jak drogie są łzy, dla tych, co nieopłakani.
Nad moim łóżkiem na ścianie moja córka Szifrełe
Z samego dna nocy patrzy na mnie, szepce:
Tatełe, wiem jak ci ciężko,
to już nie potrwa długo,
przyjdę do ciebie,
Tate.
Córeczko, pochowana
w zbiorowym milczeniu,
tak mi długo do ciebie.
Tyle już lat wracam do twojej ostatniej minuty,
aby ci ująć lęku.
Bardziej się boję, ze nie bałaś się wcale,
że wierzyłaś do końca ojcu.
Pamiętaj, ja wrócę, zabiorę cię, uniosę
i przez łoskot wszystkich przerażeń wyciągałaś do mnie małe rączki.
Pewnie tobie jest bliżej do Ojca,
bo ty lepiej umiesz milczeć,
córeczko.
Może pani wie, gdzie odchodzą domy, gdzie odchodzą ich dusze?
Kto mi da wór zapomnienia na głowę,
kto mi da źródło łez?
Ludzie, niech będzie wesoło,
rozchmurzcie się ludzie.
Więcej miłości i wiary,
więcej nadziei.
Zło się obmyje, nieszczęście się spierze.
Tylko to piętno Kaina czerwone,
Abla krew serdeczna,
to się nie zmywa!
Ludzie, niech będzie wesoło,
rozchmurzcie się ludzie.
Ludzie, niech będzie wesoło,
rozchmurzcie się ludzie.
Gdy wymazane jest wszystko, wtedy dopiero domy zmiecione,
cmentarze rozdrapane, imiona wdeptane w ziemię.
I żadne tchnienie, żaden wiatr nie zapamiętał języka i głosu, gdy chmura
nie przypomni, ani pieśń wzgórza leżącego krzyżem.
Gdy w Bogu trudno poznać Boga i prorok Eliasz nie czeka,
by w gęstwinie zgubionego chłopca prowadzić do domu.
Gdy nie ma nic, nawet napisu, choć tyle tu pokoleń szło do ziemi,
że mogłoby przemówić ich językiem źródło.
Gdy umilkł tamten płacz i lament,
co zdało się, że będzie trwać do końca świata.
A tuła się między gwiazdami,
a śliwki toczą się po zboczu.
A stęka jabłoń, a przestrzeń ponad Wisłą pęka.
A jak Pani wstanie od tego stołu,
ja odejdę i pomyśli Pani, że mnie nie ma,
że nigdy tu nie było stolarza Gebirtiga.
Nigdy tu jego pieśni...
Krakowie, bądź mi pozdrowiony.
Przed domem czeka zaprzężony wóz.
Jak psa mnie gnają stąd.
Może ostatni raz cię widzę.
Miejsce tak bliskie i znajome.
Na grobie matki wypłakałem serce.
Ostatnią łzą zwilżyłem kamień ojca.
Święta ta ziemia, w której śpią ojciec i matka,
święta ta ziemia, święte dnie i noce.
Święte jej cisze, w które idą pokolenia.
Gebirtig szedł pierwszy w tłumie,
otworzył usta od śpiewu,
nienawiść
zwinięta w kulę ugrzęzła w gardle
pieśni.
Gore bracia, gore,
płonie nasze miasteczko.
Złe wichry niosą ogień,
wszystko rwie się i wali.
Gore bracia wokoło,
a wy stoicie spokojnie,
a wy patrzycie, jak gore.
Gore nasze miasteczko.
Gore bracia, gore.
Ratunek w naszych rękach,
jeśli wam drogie ono.
Chwyćcie narzędzia, gaście,
gaście pożar,
gaście pożar krwią własną.
Piszę nocą do świtu, nad ranem ciemność.
Kładzie mi łapę na stole, krew ze mnie uszła.
Mój pusty dom cały skrzypi
i pełny jest nie wiem czego,
co wchodzi na nasze miejsce.
W taką noc, jak dzisiaj, umarli przychodzą we śnie.
Niosą żywym kubek ochłody.
Kto położy czułe dłonie błogosławieństw
na kamieniu którego nie ma?
dże ci, co umarli, umarli naprawdę.
aWtedy w drzwiach stanął wysoki głos, fujarki
dpoznałam po wielkich uszach, po oczach wilgotnych i wesołych ustach.
aTak wyglądają biblijni aniołowie
dPrzebrani za biednych, przedwojennych stolarzy
aO których powiada Izajasz: będzie wam pieśń jako noc święta
di wesele serdeczne.
dKtóry idzie z piszczałką
aKtóry idzie z piszczałką
aPani się smuci –
a Epowiedział Mardechaj Gebirtig –
a Ea przecież świat jest boży...
a E aJa pani zrobię taki kredens,
a Eco w nim zawsze będzie pełno rodzynek.
a EPo co?
EJa pani zrobię krzesło, że usiedzi na nim największy niepokój,
a E aAle najlepiej to ja zrobię stół,
a Etaki stół, co sam pisze wiersze,
a Ea jak zechce - może zaśpiewa.
a E aMiałem dom, ciepłą przestrzeń, trochę dobytku, jak u biednych ludzi.
a G6 F eMocno, jak korzeniami drzewa, wrosłem w tę ukochaną biedę.
a G6 F eI zaraz pełno się zrobiło w domu Mardechaja Gebirtiga
a G6 F eI jego wiórów jak kędziory wnuka,
a G6zaśpiewało drewnem prosto z lasu.
F eOj, dlaczego wszędzie za nim biegną dzieci?
a G6Był tu stolarz Gebirtig.
F eJeszcze na podwórzu stoi śpiew.
a G6Ja zaśpiewam po żydowsku,
FMoże sosna polska wytłumaczy.
e aJuż rok: wojny, nieszczęść, udręki,
ajak przeżyć?
ajak przetrzymać?
aModlitwa nie dociera do namiotu Boga,
dniebo zamknięte jak serce świata.
dPani się modli, ja nauczę się modlić za umarłych
a E A7 aPanie Boże nasz,
dbądź pochwalony
A7za światło drogich oczu,
dzawsze wiekuiste.
A7Za jabłko okrągłe,
a Eza deszcz na szybie.
A7 aZa jedzenie, za wino i chleb.
d A7Za wesołość przy stole.
d A7Za powagę dziecka
aZa ciepło ciała.
EZa pracę i za zmęczenie.
A7Za szybki sen.
aBądź pochwalony
d A7za ziemię
ddo chodzenia.
A7Czy są jeszcze na świecie wiosny?
dCzy pola są obsiane?
aCzy cały świat jest jednym wielkim gettem
dotoczonym murami?
aJa zaśpiewam radość wiary i rozpacz i to,
dczego z żywych nikt nie powie.
aPani wie,
aja też myślałem, że umarłem.
dStrach, czy to już?
dSkrzypnięcie drzwi.
dGłodna mysz,
dtrwoga, to oni.
dCiało zamiera.
dNa dworze szeleści papierami wiatr.
dPora pożegnać się bez słów.
dPani płacze, taka łza daremna.
a E a ENiech to będzie na moją Szifrełe.
a E aPani siądzie nad stołem, popłacze,
a Eja myślałem, jak drogie są łzy, dla tych, co nieopłakani.
a E a E aNad moim łóżkiem na ścianie moja córka Szifrełe
a d9Z samego dna nocy patrzy na mnie, szepce:
F0 aTatełe, wiem jak ci ciężko,
Cto już nie potrwa długo,
Gprzyjdę do ciebie,
aTate.
ECóreczko, pochowana
a d9w zbiorowym milczeniu,
a d9tak mi długo do ciebie.
d9 E a (G7)Tyle już lat wracam do twojej ostatniej minuty,
C F a C Gaby ci ująć lęku.
F0 E a (E)Bardziej się boję, ze nie bałaś się wcale,
a d9 a d9że wierzyłaś do końca ojcu.
d9 E a (G7)Pamiętaj, ja wrócę, zabiorę cię, uniosę
C F a C Gi przez łoskot wszystkich przerażeń wyciągałaś do mnie małe rączki.
F0 a EPewnie tobie jest bliżej do Ojca,
a d9 a d9bo ty lepiej umiesz milczeć,
d9 Ecóreczko.
a (G7)Może pani wie, gdzie odchodzą domy, gdzie odchodzą ich dusze?
C F a C GKto mi da wór zapomnienia na głowę,
F0kto mi da źródło łez?
a ELudzie, niech będzie wesoło,
d F drozchmurzcie się ludzie.
d e dWięcej miłości i wiary,
d F dwięcej nadziei.
d e dZło się obmyje, nieszczęście się spierze.
d F dTylko to piętno Kaina czerwone,
d e dAbla krew serdeczna,
d F dto się nie zmywa!
d e dLudzie, niech będzie wesoło,
d F drozchmurzcie się ludzie.
d e dLudzie, niech będzie wesoło,
d F drozchmurzcie się ludzie.
d e dGdy wymazane jest wszystko, wtedy dopiero domy zmiecione,
acmentarze rozdrapane, imiona wdeptane w ziemię.
aI żadne tchnienie, żaden wiatr nie zapamiętał języka i głosu, gdy chmura
dnie przypomni, ani pieśń wzgórza leżącego krzyżem.
dGdy w Bogu trudno poznać Boga i prorok Eliasz nie czeka,
aby w gęstwinie zgubionego chłopca prowadzić do domu.
aGdy nie ma nic, nawet napisu, choć tyle tu pokoleń szło do ziemi,
dże mogłoby przemówić ich językiem źródło.
dGdy umilkł tamten płacz i lament,
Bco zdało się, że będzie trwać do końca świata.
AA tuła się między gwiazdami,
Ba śliwki toczą się po zboczu.
A7A stęka jabłoń, a przestrzeń ponad Wisłą pęka.
B AA jak Pani wstanie od tego stołu,
B Aja odejdę i pomyśli Pani, że mnie nie ma,
B Aże nigdy tu nie było stolarza Gebirtiga.
B ANigdy tu jego pieśni...
B AKrakowie, bądź mi pozdrowiony.
a E F EPrzed domem czeka zaprzężony wóz.
E F a F EJak psa mnie gnają stąd.
E a F EMoże ostatni raz cię widzę.
a E F EMiejsce tak bliskie i znajome.
E F a F ENa grobie matki wypłakałem serce.
a F aOstatnią łzą zwilżyłem kamień ojca.
E F E F EŚwięta ta ziemia, w której śpią ojciec i matka,
Eświęta ta ziemia, święte dnie i noce.
EŚwięte jej cisze, w które idą pokolenia.
E aGebirtig szedł pierwszy w tłumie,
a Eotworzył usta od śpiewu,
A7 dnienawiść
dzwinięta w kulę ugrzęzła w gardle
A7 dpieśni.
A7Gore bracia, gore,
F a Epłonie nasze miasteczko.
E F EZłe wichry niosą ogień,
E a Ewszystko rwie się i wali.
E F EGore bracia wokoło,
a F Ea wy stoicie spokojnie,
E F Ea wy patrzycie, jak gore.
E F EGore nasze miasteczko.
E F EGore bracia, gore.
a F ERatunek w naszych rękach,
E F Ejeśli wam drogie ono.
a F EChwyćcie narzędzia, gaście,
E F Egaście pożar,
E F Egaście pożar krwią własną.
F E aPiszę nocą do świtu, nad ranem ciemność.
d aKładzie mi łapę na stole, krew ze mnie uszła.
d A7Mój pusty dom cały skrzypi
d ai pełny jest nie wiem czego,
dco wchodzi na nasze miejsce.
d A7W taką noc, jak dzisiaj, umarli przychodzą we śnie.
d aNiosą żywym kubek ochłody.
d A7Kto położy czułe dłonie błogosławieństw
dna kamieniu którego nie ma?
dNajpopularniejsze piosenki Przemysław Gintrowski
Podobni wykonawcy
Krzysztof Daukszewicz
77 piosenek

